Pogodzić się z faktem: "Przegrałem w demokratycznych wyborach" [FELIETON]

Daleko za nami największe polityczne rozstrzygnięcia, czyli wybory samorządowe 2010. Podczas tych na lokalnej scenie politycznej zawrzało. Zmieniły się głowy, zmieniła mentalność, co niestety niepokoi, także nastroje. Nikogo nie powinien dziwić fakt, iż niektórzy lokalni „politycy” nie mogą wciąż pogodzić się z wielką przegraną 21 listopada. Z wielką porażką nie może także pogodzić się środowisko wielkich przegranych. Czy to wszystko zamieni się w polityczną hucpę? Przed tymi wyborami było gorąca, co zatem będzie przed następnymi? Czyżby zgodnie ze starym polskim powiedzeniem czas faktycznie leczył rany?




Odświeżenie

4 zupełnie nowe twarze. Takim bilansem zakończyły się ostatnie wybory samorządowe choćby w samych Przygodzicach. Bez wątpienia to największy przewrót w całej gminie, zdecydowane „Tak” ze strony mieszkańców. „Czas na zmiany” – zakrzyczeli 21 listopada. Ktoś teraz sobie pewnie myśli, ale gościu piarem zajeżdża. Panie i Panowie stwierdzam tylko fakty. Rasiak, Kaczmarek, Lipiński, Niziołek. Kogoś pominąłem?

Ze zmianami na politycznej arenie musieli się pogodzić (choć mam wrażenie, że niektórzy! do dziś tego nie zrobili) polityczni konkurenci nowych nabytków lokalnej polityki. Osoby, które od lat – a i w niektórych przypadkach od samego początku – piastowały funkcje w lokalnym samorządzie. Powtórzę wyraźnie: Niektórzy. Nie chcę tutaj generalizować, nie będę też wskazywać palcem. Jako mieszkaniec tej gminy postawię jednak sprawę jasno: i trochę mi niektórych! szkoda, i dobrze, że coś w końcu się tutaj zmieniło.

Po 21 listopada zacząłem uważnie obserwować. Reakcje „wielkich przegranych” w konfrontacji z hurra-optymizmem „zwycięzców” – to mnie szczególnie interesowało. Zobaczyłem przede wszystkim uśmieszki, docinki, półsłówka, spojrzenia „z byka”, wreszcie zazdrość czy (co mnie bardzo dziwi) wręcz nienawiść. Śmiało mogę po kilku miesiącach tych obserwacji stwierdzić, że polityczny savoir vivre jest wprost proporcjonalny do odbytego w radzie stażu. Słowem: im dłużej u władzy, tym łatwiej spojrzeć prosto w twarz i powiedzieć sobie: „Przegrałem w demokratycznych wyborach”, a co najważniejsze powiedzieć swoim politycznym konkurentom „Gratuluję!”. Szczere „Gratuluję”. Zaznaczam, że nie chcę tutaj tworzyć żadnej reguły. Tak jest w tej gminie. Nie wszędzie musi tak być.

Kredyt zaufania

Gdyby ktoś spytał mnie na kogo bym w tych wyborach postawił? Odpowiedziałbym tak jak przed 21 listopada. Na młodych. Dlaczego? Choćby dlatego, że młodość (nie zawsze oczywiście) wiąże się z ambicją. Każdy młody człowiek chce odwdzięczyć się za daną mu pracę. Staje się ambitny, poza tym ma więcej sił na dawanie z siebie wszystkiego. Tak samo jest w pracy, tej dla samorządu. Młoda osoba chce w jakiś sposób podziękować wyborcom za kredyt zaufania. Czy zasłuży na niego w kolejnych wyborach? To się okaże już za 4 lata. Nie zasłuży, to wybierzemy kogoś innego. Po to jest demokracja.

Powracając do politycznego savoir vivre’u. Są (niestety) wśród wielkich przegranych z 21 listopada osoby, które także (a może i przede wszystkim) z młodocianym głosem nie mogą się pogodzić. Mówią, że będą patrzeć „młodym” na ręce, kontrolować każdy ich krok i posunięcie. Przypomina mi się zachowanie dziecka, które nie dostało cukierka i postanawia się mścić na otoczeniu. Zrobi wszystko, by zakłócić spokój tego, kto cukierka mu nie dał. Od razu mówię tutaj – proszę Państwa – to działa także w drugą stronę. A dla tych, którzy od początku nie wierzyli w ideę młodości w gminie i odtrącali wszystkie możliwe propozycje współpracy mówię tak: róbcie swoje, a nam pozwólcie normalnie żyć i jakoś funkcjonować. Czy będziemy startować na wójta? Pewnie, że tak. Baa nawet posła, senatora, prezydenta. W swoim czasie.

Podział sił

Nie jest tajemnicą, że poprzedni wójt zostawił większość w radzie, a sam nie został ponownie wybrany. W tym momencie w radzie jest 8 do 7 na jego korzyść. Teoretycznie i praktycznie z takim podziałem można rządzić i forsować swoje pomysły. Z głową. Nasuwa się jednak tutaj pytanie: jak długo względna „przyjaźń” (choć spokojnie można by ją nazwać niezwykle szorstką) dwóch obozów będzie funkcjonować? Idąc tym tokiem rozumowania pytam dalej: jak długo będzie względy spokój i „pchanie” wartościowych dla gminy inwestycji? Czy konflikt interesów, który już bardzo powoli zaczyna się uwidaczniać, nie zaszkodzi naszej małej ojczyźnie? Cała sprawa dotyczy zarówno jednej, jak i drugiej strony tej politycznej barykady.

Brak chęci

Spotkałem się po wyborach z wieloma negatywnymi opiniami na temat tego bloga, na temat idei grupy „Młodzież-Przyszłość”, wreszcie na swój temat. Wiele z nich wzięliśmy sobie do serca, ale z częścią nie możemy się zgodzić. Po wielu rozmowach z innymi środowiskami w gminie, doszedłem jednak do wniosku, że ta krytyka (nie nazywałbym ją ani trochę konstruktywną, a raczej krytyką nienawiści) płynie na całej linie. Dostaje się każdemu, kto zburzył tę mozolnie budowaną "idyllę". To skuteczne namawianie, poniekąd nawet szkalowanie oraz wszelkie inne metody wywierania presji na niektórych działają tak jak powinny. W niektórych przypadkach Jeśli osoba od kilku lat zaangażowana w życie danej społeczności „po uszy” mówi, że ma już dość i chciałaby zrezygnować, usunąć się w kąt? No to Panie i Panowie coś tu jest nie tak?

2014

Ci, którzy w listopadzie doznali sromotnej porażki teraz, zdziesiątkowani ( a może jeszcze silniejsi?) powoli budzą się do politycznego życia. Stąd liczne wystąpienia na forach internetowych, ostre komentarze, docinki, uczestnictwo w ważnych dla gminy wydarzeniach, deklaracje wsparcia dla organizacji pozarządowych, obietnice, zapewniania. Całuski, cukiereczki, ciasteczka.... Po nitce do kłębka. Co do jednego nie mam  żadnej wątpliwości – kampania wyborcza do wyborów samorządowych 2014 zaczęła się już dziś. A czasu pozostało aż, a może i zaledwie 4 lata. 

Komentarze