Super Sołtys, czyli odpowiedni człowiek na właściwym miejscu!

Muszę się z Wami podzielić pewną refleksją. Od dawna zastanawiałem się, czy prawdziwy samorządowiec - taki "z krwi i kości" - istnieje. Znam wielu i wielu do tego "modelu" przystaje. Po tym, co zdarzyło się jednak w miniony czwartek w Jankowie Przygodzkim myślę, że ten termin trzeba jednak poddać małej obróbce i do określenia "samorządowiec" dopisać: przykład wzorowego - sołtys Jankowa Przygodzkiego - Wiesław Witek. Nomen omen Super Sołtys. Nie chcę pisać peanów na jego cześć. On sam, mimowolnie go napisał. 



W tego typu bałwochwalczych peanach zawsze czuć lekką nutę subiektywizmu. Postaram się jej na potrzeby tego artykułu wyzbyć. Wielu lokalnych działaczy: byłych i aktualnych prominentnych polityków różnych opcji postanowiło na jankowskiej tragedii zbić polityczną fortunę. Niech im się uda. Przyszłość pokaże, czy"dobro" wróci do nich podwójnie. Czy za wpisy typu: wójt o wszystkim wiedział i nie reagował (dot. rzekomych nieprawidłowości w budowie gazociągu) będą wkrótce na jego miejscu. Nikomu tego nie życzę. Nie po tym, co stało się w miniony czwartek, 14 listopada.

Prawdziwy samorządowiec powinien dbać o swoją miejscowość i lokalne środowisko, jak rolnik o swoje pole, jak gospodarz o swój inwentarz, jak każdy z nas o najbliższych. Przedkładać dobro innych, nad dobro osobiste. Taki jest prawdziwy samorządowiec. Wybrano go po to, aby taki był. Wielu polityków na najniższym szczeblu woli jednak samorządowcem bywać. Tylko wtedy, gdy potrzeba. Pojawiając się co trzy, cztery lata w odpowiednich miejscach, deklarując pomoc, budując sobie polityczne fundamenty. Świata nie zmienię: tak było, jest i będzie. Ważne, by tę grę w porę zdemaskować. Kilka przykładów mógłbym podać. Wielu z Was to dostrzega.

Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Stare, ale jakże mądre porzekadło w ostatni czwartek i kilka dni po tym tragicznym dla Jankowa Przygodzkiego dniu, znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. 14 listopada spotkałem go po godzinie 15:00 pod Gminnym Ośrodkiem Kultury w Przygodzicach. Stał pod budynkiem tymczasowego sztabu kryzysowego, choć określenie "stać" nijak się ma tutaj do rzeczywistości. Jedyne słowa, które padły wtedy z jego ust, to "masakra". Z moich zresztą też. Miał łzy w oczach. Naprawdę, w mojej opinii, przejął się losem mieszkańców pokrzywdzonych w potężnym wybuchu gazu i pożarze. W końcu jest sołtysem tej wsi, sam w niej mieszka, zna jej mieszkańców. Nie tylko od święta.

Po raz drugi spotkałem go na wieczornym briefingu prasowym z wojewodą wielkopolskim Piotrem Florkiem i komendantem głównym PSP Wiesławem Leśniakiewiczem. Była godzina 22:00. Na jego twarzy widziałem zmęczenie, ale i wielkie przejęcie. Zamieniliśmy bodaj jedno, lub dwa słowa. Znów padły określenia "masakra", "tragedia" etc. Oboje nie byliśmy w stanie nic więcej powiedzieć. Zapadła noc. Dla wielu mieszkańców Jankowa Przygodzkiego najdłuższa noc w ich życiu.

Dopiero 15 listopada uświadomiłem sobie jak ważna to była postać w tej całej tragicznej układance. To dzięki niemu, policji i innym służbom ratowniczym udało się ustalić, że w płonących domach nie pozostał żaden mieszkaniec Jankowa Przygodzkiego. Prawdziwy sołtys wie, ilu mieszkańców powinno być w każdym domu. Ten okazał się prawdziwym. Dopytał, obliczył, wykluczył i w ten sposób przyczynił się do psychologicznego uspokojenia całej sytuacji. Nie każdy to potrafi i nie każdy w takich okolicznościach by się na taki gest zdobył. Od tego momentu całkowicie zaangażował się w pomoc poszkodowanym. Przez pomoc rozumiem też uspokajanie, zapewnianie, że będzie dobrze, że pomoc przyjdzie w porę i na stałe. Wiem, bo sam to widziałem.

Trudno mi się wypowiadać w imieniu ofiar tej katastrofy, ale wydaje mi się, że właśnie takiej pomocy, jaką dał im sołtys Wiesław Witek potrzebowali. Super Sołtys nie zawiódł, w końcu prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Na koniec tego przydługawego wywodu mogę wreszcie odetchnąć z ulgą - znalazłem prawdziwego samorządowca: z powołania, a nie z zasiedzenia!

Tomasz Wojciechowski

Komentarze