Boimy się obwodnicy, ale nie chowamy głowy w piasek - rozmowa z Łukaszem Kierzkiem

Gdy pytasz kogoś "z Polski" o najbardziej rozpoznawalne miejsce na terenie gminy Przygodzice, to słyszysz zazwyczaj: "Lido" Antonin lub Górecznik. Bo "przy drodze", "bo pięknie tam". To buduje. Kompleks Górecznik od początku swojego istnienia jest wizytówką naszego regionu. Od wielu lat obserwuję jego rozwój i na początku 2017 postanowiłem pytać menadżera obiektu jakie ma plany na ten ciężki rok. W końcu 10 lipca do użytku oddawana będzie Obwodnica Ostrowa Wielkopolskiego, która jest motorem napędowym biznesu przy krajowej "11". O nowej smażalni, hotelu z widokiem na staw Górecznik, ale także namiastce prehistorii w Rodzinnym Parku Przygód. O przeszłości, teraźniejszości i przyszłości rozmawiamy z osobą, która zarządza wizytówką gminy Przygodzice - wiceprezesem zarządu Górecznik Taurus - Łukaszem Kierzkiem. 




Nowy budynek Smażalni na Góreczniku - grudzień 2016
Wizualizacja karczmy - nowej Smażalni, której otwarcie zaplanowano na wiosnę 2017 roku.

Tomasz Wojciechowski: Podobno się zamykacie, takie krążyły (przynajmniej do niedawna) plotki w regionie. Wysoki płot, wykopane doły, smażalnia zamknięta…

Łukasz Kierzek: Słyszałem w ostatnim czasie różne dziwne historie na nasz temat. „Mafia „ spalili nas”, „zbankrutowali” .... ale sprawa ucichła w momencie kiedy pokazaliśmy wizualizację naszego nowego obiektu. W takim żyjemy społeczeństwie - ludzie kochają plotkować. My działamy.


Górecznik. Rok 2005. Z archiwum prywatnego autora wywiadu.

TW: Chciałbym, abyś spojrzał na to zdjęcie. To fotografia wykonana przeze mnie w 2005 roku. Jako mieszkaniec Gminy Przygodzice od urodzenia pamiętam, że Górecznik na stałe wpisał się w lokalny krajobraz, ale wtedy - przyznajmy - otoczenie nie było wizytówką gminy Przygodzice.

ŁK: Górecznik to miejsce z historią, które zawsze miało swój klimat, ja mogę odnieść się jedynie do ostatniego pięciolecia. To właśnie wtedy rozpoczęła się moja praca na Góreczniku. Przez pierwsze miesiące bacznie się przyglądałem temu miejscu i od początku miałem na nie pomysł. Myślę, że mam te pomysły do dziś.

Wigwam rok 2005, jeszcze przed pożarem. Z archiwum prywatnego autora wywiadu.

TW: Czas na tym zdjęciu, a dziś to aż 11 lat różnicy. Gdy patrzę na to, jak latem 2016 roku wyglądał Górecznik, to myślę sobie, że minęły dekady. 

ŁK: Tak, to prawda. Kilka dni temu z Panem Józefem Szelągiem (właścicielem Górecznika – przyp. red.) oglądaliśmy zdjęcia z tamtych czasów i przyznam, że wiele się zmieniło w ostatniej dekadzie. Oczywiście na lepsze. Dużo pracy włożyliśmy w to, aby nasz kompleks wyglądał tak, jak wygląda teraz. To strasznie trudne zadanie. Każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą zdaje sobie sprawę, ile to wszystko kosztuje. Wiele osób zna Górecznik jedynie ze słonecznej niedzieli, kiedy to faktycznie odwiedza nas spora liczba gości, ale przecież z kilku słonecznych niedziel nie da się utrzymać oraz rozwijać takiego obiektu, który zajmuje na dzień dzisiejszy ponad 10 hektarów. Wiele pracy całego zespołu ludzi dało wspaniały efekt. Jak sam zauważyłeś otworzyliśmy się na podróżujących drogą krajową numer „11”. Jadąc krajówką widać nas teraz znacznie lepiej niż do tej pory. Odsłoniliśmy się, bo uważamy, że mamy wreszcie czym się pochwalić. Dziś jestem dumny z tego, co udało się już zrobić na Góreczniku, a jeszcze wiele pomysłów jest przed nami. Chcemy je zrealizować.

TW: Pan Józef Szeląg, właściciel Górecznika, dał Ci „wolną rękę” jeśli chodzi o inwestycje i zarządzanie kompleksem?

ŁK: Po upływie kilku lat współpracy wychodzi na to, że tak. Od początku dużo rozmawialiśmy, zawsze dzieliłem się z Nim pomysłami i nigdy nie usłyszałem „nie”. Zawsze są konstruktywne rozmowy, a ich efekty chyba widać gołym okiem. To bardzo zaangażowana w życie kompleksu osoba. Przyjeżdża na Górecznik w każdej wolnej chwili. Rozmawia z ludźmi, pyta się o ich opinie na temat obiektu. Pan Józef obdarzył mnie dużym zaufaniem i myślę, że nie zawiodłem tego zaufania. Dziś wspólnie możemy cieszyć się z tego, co zostało już zrobione. Kolokwialnie można powiedzieć, że odbieramy na tych samych falach. Pan Józef to doświadczony biznesmen i wspaniały człowiek, od którego wiele też się uczę.


Józef Szeląg - właściciel Górecznika (po lewej), Łukasz Kierzek - menadżer obiektu (po prawej).

TW: Zacząłeś od podstaw - czyli od infrastruktury. Najpierw były ścieżki edukacyjne wokół stawu, parkingi oraz drewniane tarasy. Pomogły środki unijne, które wykorzystaliście w ramach Lokalnej Grupy Rybackiej.

ŁK: Nie odkryje tutaj Ameryki: aby realizować pomysły potrzebne jest finansowanie. Wtedy właśnie rozpoczęła się współpraca z Lokalną Grupą Rybacką i Partnerstwem dla Doliny Baryczy. Stowarzyszenie ogłaszało nabory konkursów, więc postanowiliśmy, że pomysły zostaną przelane na papier. Po roku procedur zaczęliśmy realizować zadanie z Programu Operacyjnego Ryby na lata 2007-2013 pt. „Budowa Ścieżki Edukacyjno-muzealnej prezentującej rozwój wsi i rybactwa w Dolinie Baryczy wraz z infrastrukturą”. Był to pierwszy projekt, jaki udało się zrealizować ze środków unijnych. Dzięki niemu nasza oferta stała się bogatsza, co dalej przełożyło się na współpracę ze szkołami i przedszkolami z całego regionu. W ten sposób rozpoczęliśmy też naszą długofalową inwestycję w infrastrukturę związaną z edukacją. Projekt ten był bardzo wysoko oceniany i popularyzowany przez Urząd Marszałkowski w Poznaniu. Staliśmy się zauważalni i mówiono o nas  nie tylko w naszym regionie, ale także w całym kraju. Przyjeżdżały telewizje, a my w wywiadach podkreślaliśmy, że wszystko zrodziło się od ciekawego pomysłu. Tak to już bywa. Proste pomysły są najlepsze. Potem były wspomniane drewniane tarasy z wędzarnią. Ryby są naszym znakiem rozpoznawczym.


TW: Rodzinny Park Przygód – to kolejna  inwestycja w edukację, która powstała w ostatnich latach. Zdajesz sobie sprawę, że wielu ludzi z rozrzewnieniem wspominało kąpielisko, które niegdyś się tam znajdowało? Te klimatyczne domki, identyczne jak w ośrodku Wag-Ma w Kołobrzegu. Mała plaża, pomosty. Sam się tam kąpałem. Co przeważyło o tym, że dziś stoi tam Park Przygód i z prawdziwego zdarzenia. 

ŁK: Cała infrastruktura, która znajduję się na terenie byłego kąpieliska powstała w konsekwencji rozwoju naszej oferty edukacyjnej. Zależało nam na tym, aby kompleks żył także w tygodniu, nie tylko w niedzielę. Udało się. Przez ostatni rok z naszej oferty edukacyjnej skorzystało około 5 tysięcy uczniów z wielu miejsc na mapie. W tym samym czasie, kiedy zapadały decyzje co do przyszłości kompleksu Górecznik w Antoninie nasz partner - Gmina Przygodzice - rozpoczęła realizację projektu modernizacji kąpieliska. Szperek oraz całe "Lido" - także dzięki środkom unijnym - odzyskały dawny blask. Nie było najmniejszego sensu, aby tworzyć konkurencję dla tego miejsca. Jestem zdania, że trzeba zrobić wszystko, aby oferty w naszym regionie się uzupełniały - takie zresztą jest główne założenie oraz myśl przewodnia funkcjonowania Partnerstwa dla Doliny Baryczy. Po drugie: basen albo kąpielisko to inwestycja szalenie kosztowna: patrząc na nasz klimat i standardy, jakie obowiązują w dzisiejszych czasach na kąpieliskach otwartych (warto jako przykład podać tutaj basen miejski w Ostrowie, to inwestycja za miliony. Trudno byłoby nam sprostać takim standardom, choć oczywiście dołożylibyśmy wszelkich starań.)

Robotnicy pracują przy budowie zbiornika kąpieliska. 

TW: Mówiłeś, że otworzyliście się na podróżnych poprzez wycinkę zadrzewienia i pozbycie się krzaków, ale wkrótce starą krajową „jedenastką” nie będzie już podróżować aż tylu Waszych kierowców. Widmo powstania obwodnicy Ostrowa Wielkopolskiego to nie tylko sprawa ostatnich miesięcy. Doskonale wiedziałeś, że kiedyś budowa fragmentu S11 ruszy. Wiadomo, że zakończy się już niedługo, a droga oddana zostanie do użytku najpóźniej 10 lipca, bo taki jest termin. Nikt chyba się nie ma złudzeń, że część klientów Wam po prostu odejdzie. 

ŁK: Boimy się obwodnicy Ostrowa Wielkopolskiego, ale nie chowamy głowy w piasek. Ten fragment S11 jest potrzebny i jako mieszkaniec Ostrowa bardzo cieszę się z tego, że tranzyt ominie miasto, ale patrząc ze strony osoby odpowiedzialnej za prawidłowe funkcjonowanie Górecznika to jest poważny problem i duże wyzwanie. Już drugi rok pracuję nad tym, aby nie odczuć straty klientów tranzytowych, którzy będą nas siłą rzeczy omijać. Ja też korzystam w podróży z tego typu skrótów. Każdy to robi. Robię jednak wszystko, aby podróżni nas zapamiętali i chcieli do nas wracać. W planach jest rozbudowa naszego Parku Przygód o kolejne tematy i atrakcje, ale priorytet to budowa naszej nowej karczmy - Smażalni wraz z hotelem i salą bankietową. Jednocześnie wyrażam nadzieję, że jakość tej drogi zachęci potencjalnych klientów, aby jednak nadrobić te 2 kilometry i do nas, mimo wszystko, zawitać. Zrobimy wszystko, by podróżujący nowym odcinkiem krajowej „11” dowiedzieli się, że wciąż funkcjonujemy i to jeszcze sprawniej, niż kiedyś. Trzeba być dobrej myśli.

TW: Projekt nowego obiektu - idealnie wpisanego w architekturę Doliny Baryczy - to także krok w stronę rozwoju, ale też próba wyjścia naprzeciw budowie obwodnicy? 


Obiekt nawiązuje do architektury Doliny Baryczy. Podobne, ale oczywiście starsze realizacje można znaleźć w Rudzie Milickiej. Autorem wizualizacji jest Dariusz Parzeński.

ŁK: Powstaje piękny budynek! Darek Parzeński – architekt - stanął na wysokości zadania i zaprojektował bryłę w stylu architektury Doliny Baryczy, która już na wizualizacjach idealnie wpisuje się nasze otoczenie. W rzeczywistości też tak będzie – nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Musimy się rozwijać, iść do przodu. Nie ma innej drogi. Powstanie nowa oferta imprez okolicznościowych i tematycznych. Chciałbym kontynuować wspaniałe wydarzenia typu „Biesiada Country”, kolacje „Ryba do syta” i inne wieczory tematyczne. Trzeba tutaj zaznaczyć, że bilety na wspomniane eventy zawsze rozchodzą się jak świeże bułeczki, a goście rozchodzący się po ich zakończeniu do domów, wyjątkowo rzadko narzekają na małą ilość jedzenia i jakość serwowanych przez nas potraw. Bo są one po prostu wyśmienite. Zwracamy na to szczególną uwagę. Nasza kuchnia to zespół wspaniałych fachowców, z którymi rozumiemy się powoli bez słów. Kucharze, kelnerzy, obsługa obiektu, pomoc, wszyscy dokładają cegiełkę do sukcesu, który budowaliśmy latami. Wierzę, że kolejne udane imprezy są nie tylko za, ale także przed nami. Powstanie również hotel z pięknym widokiem na staw Górecznik  - jako uzupełnienie naszej dotychczasowej oferty. Goście naszej smażalni już niedługo będą mogli się delektować naszą rybką na nowych tarasach i w odrestaurowanych wnętrzach smażalni. Projekt karczmy jest imponujący – proszę mi wierzyć. Na razie szczegółów nie chcę zdradzać, ale wielu z Was się na pewno zaskoczy. Jesteśmy wszyscy zaangażowani w budowę obiektu. Od księgowości, przez kuchnię aż po pomoc. To się musi udać i to w dodatku na czas. Pewnie wyprzedzę Twoje pytanie o termin otwarcia: wiosna 2017. Tyle powiem teraz. Zdążymy przed obwodnicą (śmiech).

TW: Wiele firm z terenu gminy Przygodzice, ale też z gminy Odolanów, Sośnie sceptycznie podchodzi do współpracy z „Partnerstwem dla Doliny Baryczy”. Nie chcą się angażować, może inaczej - boją się zaangażować, choć mają w sobie potencjał. W Waszej działalności widać natomiast, że jesteście jednym z ważnych punktów na mapie Doliny Baryczy. Podjęliście współpracę nie tylko z przedsiębiorcami zza miedzy (Chleb Baryczok - Piekarnia Przygodzice), ale także z podmiotami z sąsiednich gmin czy nawet powiatów. Czy to się opłaca? I w jaki sposób?

ŁK: Powiem szczerze: nie rozumiem z czego to wynika, ale faktycznie taka jest prawda. Jestem członkiem partnerstwa i uczestniczę w różnych spotkaniach. Wiele rozmawiamy o tym problemie. Prawda jest taka, że więcej czynnych i zaangażowanych podmiotów w partnerstwie daje nam olbrzymie możliwości rozwoju. Wiele razy Górecznik i nasze działanie było przykładem: jak można zbudować sukces nie patrząc tylko na czubek własnego nosa! Jesteśmy największym ośrodkiem edukacji pozaszkolnej na terenie Doliny Baryczy. Przygotowane przez nas materiały edukacyjne służą jako wzór. Musimy rozglądać się wokół siebie i uzupełniać swoje oferty. Przekierowywać klientów, podam przykład: wiele razy kierowałem osoby szukające noclegu do Pani Danuty Kowalskiej do Pensjonatu „Lido” w Antoninie lub zamawiałem dla klientów przejażdżki bryczką u Pana Jurka Kątnego z Przygodziczek. Współpracujemy z tłocznią soków naturalnych z Doliny Baryczy Pana Pochodyły, pomagamy wprowadzać nowości na rynek - np. pyszne musy z dyni Pani Romany Wróbel z Wysocka Małego. Ponadto udostępniamy miejsca na handel dla podmiotów z Doliny Baryczy, podajemy chleb z lokalnej piekarni GS Przygodzice, smażymy Karpia z Certyfikatem Doliny Baryczy. Współpraca się opłaca: to banał, ale to szczera prawda! Razem możemy więcej: sprzedać lub pozyskać nowych klientów, którzy coraz częściej szukają oferty kompletnej, ciekawej, zgodnej z naturą. Moda na aktywny wypoczynek to już nie tylko mrzonka, ale także rzeczywistość. Goście muszą mieć ciekawą ofertę, inaczej pojadą gdzieś indziej i tam zostawią swoje ciężko zarobione pieniądze. My robimy wszystko, aby mogli spędzać całymi rodzinami weekendy w Dolinie Baryczy. Jeśli odwiedzą w jeden weekend atrakcyjne okolice Milicza, Krośniewic czy Twardogóry, zachwycą się, ale też usłyszą lub zostaną przekierowani, to w kolejny weekend przyjadą do naszego Górecznika. Przy okazji odwiedzą Antonin, tamtejszy piękny Pałacyk Książąt Radziwiłłów, odnowione kąpielisko. Nie ma możliwości, żeby im się nie spodobało. Wrócą tutaj jeszcze nie raz, a to jest właśnie sukces oferty gastronomiczno-turystycznej.  


"Goście muszą mieć ciekawą ofertę, inaczej pojadą gdzieś indziej i tam zostawią swoje ciężko zarobione pieniądze" - mówi Łukasz Kierzek. 


TW: Rok 2017 przyniesie chyba sporo zmian na Góreczniku. Czego można się spodziewać? 

ŁK: Początkiem zmian było otwarcie nowego punktu w Galerii Ostrovia. Już dziś można powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Jeśli chodzi o Górecznik to na pewno zmiany będą zauważalne jeśli chodzi o nowy obiekt gastronomiczny. Poprzez budowę nowej smażalni chcemy, usprawnić naszą obsługę przy barze letnim, lodziarni jak i w smażalni. Kolejki mają być mniejsze, obsługa sprawniejsza. Smak pozostanie ten sam – wyśmienity, nie tylko w mojej opinii. Tego nie zmieniamy.  Mogę zdradzić (nikt jeszcze o tym nie wie), że do Rodzinnego Parku Przygód, ale dopiero w sezonie 2018 zawitają dinozaury. To nasz najnowszy pomysł na wzbogacenie oferty edukacyjnej. Dzieci będą uczyć się nie tylko o tym, w jaki sposób ziemię uprawiali nasi przodkowie, w jaki sposób funkcjonuje owadzi makrokosmos oraz jak rozróżniać grzyby w lesie, ale także jak wyglądały zwierzęta, które stąpały po lądzie na długo zanim pojawił się na nim człowiek. Obiecuję, że będzie bardzo ciekawie.


Dinozaury już są, ale w tym roku jeszcze nie będą dołączone do oferty Rodzinnego Parku Przygód. 


TW: Co z Restauracją Wigwam, która siłą rzeczy zostanie zepchnięta na boczny tor po tym, jak postawicie nową karczmę? 

ŁK: Na zagospodarowanie budynku Wigwamu mam już plan. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów. Mogę jedynie powiedzieć, że rozwiązanie będzie innowacyjne, jak wiele rzeczy w naszym kompleksie.

Rozmawiał Tomasz Wojciechowski 27 i 28 grudnia 2016 roku.
Zdjęcia: Tomasz Wojciechowski, achiwum PrzygodziceBlogspot, archiwum Górecznika.
Nowy budynek Smażalni na Góreczniku - grudzień 2016










Komentarze

  1. Ciekawa rozmowa. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i czekać na "nowe" :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz


Zanim coś skomentujesz przeczytaj uważnie, co mamy Ci do powiedzenia:

1) Komentarze naszych czytelników są ich własną opinią, za którą administratorzy jak i moderatorzy serwisu
www.gminaprzygodzice.info
(www.gminaprzygodzice.blogspot.com) NIE ODPOWIADAJĄ!

2) Wpisując komentarz musisz mieć świadomość, że za niego odpowiadasz!

3) Wszelkie groźby słowne oraz nadużycia będą egzekwowane prawnie!

4) Używanie wulgaryzmów zabronione!

5. Jeśli zamieścisz komentarz akceptujesz regulamin komentowania, zamieszczony powyżej.