Karp, pstrąg i sandacz królowały w "Lido". Relacja z kolacji "Ryba do syta" 2017

Gmina Przygodzie rybami stoi! Po raz kolejny udowodniła to kolacja rybna, na którą zaprosiła 6 października 2017 roku właścicielka Restauracji i Pensjonatu „Lido” w Antoninie. Kuchnia Danuty Kowalskiej pokazała wszystkie najnowsze trendy w gotowaniu ryb, ale powróciła też do tradycji. Wykorzystała tradycyjne przysmaki z radziwiłłowskich lasów, których aktualnie jest pod dostatkiem oraz nawiązała do najnowszych trendów wykorzystując m.in. ocet balsamiczny do ciasteczek z sandaczem. Był karp, był też pstrąg. Była muzyka rodem z Doliny Baryczy. To kolejny wieczór w lokalu gastronomicznych na terenie gminy Przygodzice, który zaliczę do bardzo udanych. Oto moje spostrzeżenia z kolacji "Ryba do syta" w Lido. 


Restauracja i Pensjonat "Lido" w Antoninie w nocnej szacie. 

Kolacja rozpoczynała się o godzinie 19:00. Trochę obawiałem się o powodzenie tego kulinarnego wydarzenia, bo dzień wcześniej przez południową Wielkopolskę przetoczył się Xavier. Wiatr łamał drzewa oraz niszczył linie energetyczne. Gminy Przygodzice też nie oszczędził. Na szczęście udało się przywrócić zasilanie w porę, a w razie „W” właściciele Restauracji i Pensjonatu „Lido” w Antoninie mieli do dyspozycji agregat prądotwórczy. Stanęli na wysokości zadania, bo od kilku dni gościli u nich przedstawiciele Telewizji Polskiej, którzy w pobliskim w gospodarstwie Cicho-Sza u Państwa Cichoszów w Niedźwiedziu kręcili kolejny program z cyklu „Weterynarze z sercem”. Kolacja nie była więc zagrożona, wiadomość tę przyjąłem z zadowoleniem. 

Danuta Kowalska wita pierwszych gości. 

Wszystko jest już gotowe. 

Stoły czekają na gości. 

Dodaj napis


Przyjechałem wcześniej. Wszystko było już gotowe i czekało na gości. Pięknie przystrojone stoły, właścicielka stojąca w wejściu i witająca klientów. To jedno z niewielu miejsc, gdzie można poczuć się jak w domu. Można zapomnieć, że jest się w restauracji i że zaraz kelner przyniesie nam danie, a potem będziemy musieli zapłacić rachunek. To wielki atut tego miejsca, nie wszystkie restauracje mogą się tym poszczycić. „Lido” z pewnością może. Bilet dla jednej osoby kosztował 90 złotych. 


Danuta Kowalska i jej syn Adam. 

Kolejni goście już są. 

Na skrzypcach gra Leszek Łuczak. 


Zbliżała się 19:00, a gości jak na lekarstwo. Na szczęście przybysze zastosowali starą zasadę, że w dobrym guście jest się delikatnie spóźnić i dotarli krótko po godzinie siódmej. Przygrywała muzyka Leszka Łuczaka z przygodzickiej kapeli „Boćki”. Na stole czekał już ręcznie przyrządzony smalec oraz pyszny chleb - wyglądał jak chleb wójta z piekarni GS Przygodzice (chleb z suszonymi pomidorami). 



Gdy już wszyscy goście rozsiedli się wygodnie i zaczęli próbować smalcu powitała ich gospodyni wieczoru Danuta Kowalska. Właścicielka „Lido” przypomniała o chlubnej historii tego miejsca, m.in. o tym, że kilkadziesiąt lat temu było tam wielkie akwarium, w którym pływały ryby. Klient mógł sobie wskazać jedną z nich i za dłuższą chwilę rybką była już na jego talerzu. Oczywiście - jak zawsze był to pewien chwyt marketingowy, dziś ze względu na sanitarne uwarunkowania taki sposób by nie przeszedł. Po przywitaniu podano do stołu pierwsze danie. 

Danuta Kowalska wita gości. 

Powitania wysłuchał niemal komplet gości. 

Zupkę rybną - krem z karpia podano do stołu. 

Jestem gotowy, aby spróbować kremu :) 

Była to zupa rybna - krem z karpia. Mam wrażenie, że zupełnie inna, niż jadłem do tej pory w „Lido”. Mam wrażenie, że była bardzo intensywna w smaku, co dodawało jej charakteru. Widać było, że smakowała gościom. Na pierwszy ogień poszedł karp - tradycyjna ryba w tej części Wielkopolski z równie tradycyjnym dodatkiem - sosem z grzybów z lasów radziwiłłowskich. Ryba saute była wyśmienita. Ja akurat dostałem kawałek zupełnie bez ości, sos był delikatny, a grzybek dodawał aromatu. Nie to jednak było w tym daniu zaskakujące. Carpaccio z buraczków stanowiło doskonałe uzupełnienie smakowe. Całość wieńczył pieczony ziemniak - zrobiony tak jak lubię - lekko przypieczony, ale bez przesady. Karp to murowany kandydat na zwycięzcę konkursu kulinarnego tego wieczoru - wszakże tradycją kolacji rybnych stało się, że podczas każdej z nich wybiera się spośród trzech jedną ulubioną, która potem reprezentuje lokal podczas głównego konkursu Dni Karpia w Dolinie Baryczy, a który nosi nazwę „Mistrz Karpia”. 

Propozycja numer 1:
karp saute z sosem z grzybów z lasów Radziwiłłówskich, pieczonym ziemniaczkiem i carpaccio buraczkowym. 

Właścicielka restauracji Danuta Kowalska rozmawia z gośćmi. 


Z zasady nie chwalę dnia przed zachodem słońca, więc wolałem poczekać na coś więcej. Nie zawiodłem się, bo po muzycznym przerywniku do stołu podano pstrąga. Ryba dostojnie leżała w towarzystwie białego sosu (podobnego do takiego podawanego z potrawką) oraz kaszy. Powiem szczerze, że długo zastanawiałem się co jest takiego w połączeniu tych smaków. Filet z pstrąga podany był w prażonych migdałach, ale intrygowała ta kaszka. Dodatek do ryby miał charakterystyczny smak - jakby dodano do niego nieco jabłka, ale mam wrażenie, że ten smak pochodzi z samej kaszy. Danie zaintrygowało mnie bardzo: pomyślałem, że filet z pstrąga idealnie komponuje się z prażonymi migdałami i że mam nadzieję to połączenie wkrótce znów wykorzystać u siebie w kuchni. Dodatki zaciekawiły mnie jednak bardziej. Pozycja murowanego lidera - czyli karpia - nieco osłabła. W zanadrzu była jeszcze jedna propozycja. 


Propozycja numer 2:
Filet z pstrąg ze szczyptą kaszy

Zanim trafiła na stół sporo rozmawialiśmy przy stole. Świetne podczas tych kolacji jest to, że nikt się tutaj nie spieszy. Nikt nie mówi do kelnera: "ej chodź no tutaj, podawaj co tam masz". Po prostu wszyscy siedzą i z pokorą czekają na kolejne danie rozmawiając swobodnie i korzystając chętnie z przygrywek wspomnianego skrzypka Leszka Łuczaka. Rzadko taki klimat się w regionie powtarza. 

Leszek Łuczak z Kapeli Boćki.

Muzyczny przerywnik.

Goście chętnie spalali kalorie. 

Jako trzeci na stole pojawił się sandacz: moja ulubiona słodkowodna ryba. Spodziewałem się po nim czegoś wyjątkowego, bo przecież król akwenów w Dolinie Baryczy musi się czymś wyróżnić. Nie boję się określenia król, bo uważam, że sandacz jest smaczniejszy nawet od okonia czy szczupaka. Tutaj został podany w takim paszteciku lub jak kto woli w ciasteczku. Obok leżały marynowane warzywa, jakieś jedno zielone warzywko, a to wszystko zostało polane sosem balsamicznym. No i tutaj muszę przyznać automatycznie ta potrawa stała się moim faworytem. Niektórzy mówili, że sosu balsamicznego było zbyt wiele, ale to właśnie ten smak uznaję za krok w przyszłość. Kuchnia „Lido” pokazała tym daniem, że potrafi reagować na aktualne trendy w gastronomii. Danie numer trzy było po prostu pyszne. 

Propozycja numer 3:
Sandacz w ciasteczku na marynowanych warzywach. 

Kolacja trwa w najlepsze. Goście są już rozluźnieni. 

W głosowaniu bezkonkurencyjny okazał się karp, czyli potrawa numer 1 i ja się wcale temu wyborowi nie dziwię. Dla mnie jednak to trójka była zdecydowanie najlepszym daniem tego wieczoru i ode mnie ta potrawa otrzymała jeden głos. Tradycyjnie już w połowie imprezy ogłoszono wyniki konkursu, po czym rozlosowano nagrody. W pakietach oprócz piw z browaru Nepomucen były także zaklęte w słoikach smaki takie jak ryby czy dynia w syropie. Wyglądało to bardzo smacznie. Główną nagrodą był weekend w nowo wyremontowanym domku na terenie Ośrodka Wypoczynkowego "Lido" w Antoninie. 

Goście zaznaczają na bilecie swoje typy. 

Adam Kowalski zbiera odcinki od biletów. 

Atmosfera przyjęcia jest świetna. 

Wciąż przygrywa Leszek Łuczak. 

Losowanie nagród. 

Zwycięzcy. 

Kolejny wygrany.

Podsumowując: to kolejna udana kolacja rybna w murach „Lido”. Czuje się tam ducha przeszłości, a właścicielka nadała temu miejscu wyjątkowy klimat. Do tego smaczna kuchnia, która może powalczyć podczas tegorocznego podsumowania Dni Karpia w Dolinie Baryczy podczas konkursu kulinarnego „Mistrz Karpia”. Wychodziłem o godzinie 23:15, a wszyscy uczestnicy mieli na twarzach uśmiechy. Chętnie wychodzili na parkiet by potańczyć przy muzyce skrzypka. Za moment kuchnia miała zaserwować kolejne dania, ale tym razem już nieco inne, na pewno nie rybne, ale zapewnie równie smaczne. Podano golonkę gotowaną z kapustą zasmażaną oraz żeberka w sosie miodowym, ale mnie już tradycyjnie ten element kolacji ominął. 



tekst i fotografie: Tomasz Wojciechowski

PEŁNA FOTORELACJA W ALBUMIE: 




Komentarze