Kulinarne show na Góreczniku. Relacja z kolacji "Ryba do syta" (26.10.2018)

Niby wszystko po staremu: doskonała kuchnia, świetny klimat, genialne propozycje szefa kuchni spod szyldu finger food, a jednak inaczej niż zwykle. 26 października w sali bankietowej Górecznika odbyła się kolejna, szósta już kolacja "Ryba do syta". To nie tylko spotkanie z dobrą kuchnią, znajomymi, ideą Dni Karpia w Dolinie Baryczy oraz klimatem tego miejsca. To kulinarne show, które pokazuje jeden z trendów i kierunków, w które kolacje mogą lub nawet powinny iść. Zapraszam do zapoznania się z relacją z kolacji rybnej. 



Jestem monotematyczny, ale skoro mówią o tym zarówno Ci, w głowach których idea Dni Karpia powstała, jak i kierownictwo Górecznika, to warto to powtórzyć: to tutaj narodził się pomysł na kolacje rybne  i tutaj odbyła się pierwsza z nich. Oczywiście piszę to z perspektywy osoby związanej z tym regionem, także z Górecznikiem, ale nie napiszę niczego odkrywczego, jeśli stwierdzę, że Łukasz Kierzek (kierownik całego kompleksu) wraz ze swoją ekipą chce w tej kwestii wyznaczać trendy, albo po prostu podpowiadać czy może bardziej torować drogę innym. I nie piszę tego, żeby wychwalać, bo przecież na każdej kolacji rybnej w tym roku nie byłem, ale słuchając komentarzy uczestników tej na Góreczniku, można spokojnie dojść do takiego przekonania. 

Bilety, no cóż: sól w oku niektórych uczestników kolacji rybnych. Bo tam, gdzie kolacje rybne są wyjątkowo popularne, tam biletów nie ma już tego samego dnia, w którym ogłoszono, że ... są dostępne. Restauratorzy nie zarabiają na tych kolacjach kroci, a wielu traktuje ten event prestiżowo i trudno się dziwić, bo jest to chyba najlepsza okazja, aby pochwalić się wybitną kuchnią i tym, co najlepsze. Poza tym były aż 2 konkursy, w których do wygrania był podwójne wejściówki. Bilety rozdawały portal wlkp24.info oraz Radio Centrum 106.4 FM.




W tym roku ekipa pod przywództwem Romana Wegnerowicza (szefa kuchni Górecznika) zabrała uczestników kolacji na bogatą wycieczkę po rybnym menu. Karp, szczupak, sandacz, sum oraz łosoś jurajski. W zimnym bufecie ukryte były także inne gatunki: śledź oraz tuńczyk, zatem można powiedzieć, że podczas kolacji zaprezentowano kompletne menu rybne. Z tego te kolacje słyną. 

Na pierwszy ogień poszła zupa rybna. Uczestnicy kolacji zajadali się tym lekko pikantnym daniem, gdy szefowie kuchni przygotowywali pierwsze danie konkursowe. W tym roku postawiono na suma. Zaprezentowano go w sosie z zielonego ogórka. Mięso spędziło w przyprawach kilkadziesiąt godzin, co odzwierciedliło się w smaku ryby upieczonej w piecu konwekcyjnym. To właśnie sposób przygotowania ryby oraz jej obróbka termiczna spowodowały, że danie było delikatne i kruche zarazem. Smak rybiego mięsa dopełniał doskonały sos, w którym można było wyczuć owoc: gruszkę. 

Roman Wegnerowicz (na pierwszym planie) w trakcie przygotowania pierwszego dnia. 

Sum po wyjęciu z pieca był delikatny i kruchy zarazem. 

W takiej postaci pierwsze danie konkursowe powędrowało na stół. 

Podanie drugiej potrawy konkursowej poprzedziło wydanie przez kelnerów innych dań. M.in. wyśmienitego karpia w glazurze musztardowo-miodowej. Za moment na talerzach pojawiły się inne dania: zarówno konkursowe, jak i dodatkowe. W sumie było to aż 7 potraw. Każdy miał okazję degustować, próbować czy wymieniać się opiniami. Potrawą konkursową numer 2 był dobrze znany z Karczmy Górecznik sandacz na kapuście curry. Restauracja wprowadziła to danie do menu (wkładka do menu) już kilka miesięcy wcześniej. Dla mnie to zdecydowanie najlepsza propozycja tego wieczoru - głównie za sprawą wyśmienitej kapusty, która dla wielu była zbyt ostra w smaku. Dla mnie nie. 

Karp w glazurze musztardowo-miodowej.

Potrawa konkursowa nr 2.

Sandacz na kapuście curry.




Jako trzecią potrawę konkursową podano na stół pierogi z pieczonym karpiem w sosie borowikowym. No i tutaj znów należy się wyjaśnienie, że jest to danie znane z jesiennej "wkładki" do menu Karczmy Górecznik. Nie każdy pierogi potrafi zrobić i moim zdaniem kluczowym elementem jest nie farsz, a ciasto. Ciasto pierogów z Górecznika jest doskonałe, a do tego doskonałe jest też wypełnienie tego polskiego dania. Tutaj był to pieczony karp. Całość idealnie komponowała się z sosem borowikowym. 


Pierogi z pieczonym karpiem w sosie borowikowym.

Werdykt ludzi? Sum w sosie z zielonego ogórka. Trudno się z nim nie zgodzić (werdyktem), bo danie było pyszne. Ja swoje zdanie już Wam przedstawiłem. Potrawy konkursowe w tym roku nie były podawane w bemarach (podgrzewaczach do potraw), a donoszone "w stół". Uczestnicy kolacji mieli okazję spróbować ich od razu, nie musieli czekać w długiej kolejce, co ułatwiło wybór. To duża zmiana. Wydaje mi się ułatwia to ocenę, powoduje że zdecydowanie skuteczniej można przedyskutować smak poszczególnych potraw w gronie znajomych. 

Zmianą w tym roku był też sposób prezentacji zimnego bufetu. Stół z propozycjami spod znaku "finger food" był schowany za parawanami niczym prezenty pod choinkę przed dzieciakami. To zbudowało pewne napięcie, które miało swoje odzwierciedlenie po odsłonięciu parawanów. Goście kolacji zamiast brać się ko konsumpcji przez dłuższą chwilę fotografowali stół z przystawkami. To napięcie jest właśnie elementem kulinarnego show, które zafundowano uczestnikom. 








Oto tylko kilka najciekawszych propozycji, które udało mi się sfotografować. 





















Podsumowując: temat kolacji rybnej to temat szeroki jak wachlarz propozycji dań serwowanych przez poszczególne restauracje. Trudno stwierdzić obiektywnie, że któraś kolacja była lepsza od drugiej, bo trzeba by gościć na każdej. Każde miejsce, każda kuchnia ma swój urok. Są jednak wyróżniające się propozycje i do nich z pewnością należy ta z Górecznika. 

tekst i fotografie: Tomasz Wojciechowski

Komentarze