Pora na odpoczynek po Londynie. Rozmowa z Kasią Pawłowską [FOTO]

Walczyła do końca, ale konkurentki były o włos lepsze. Na Igrzyskach Olimpijskich chciała pojechać dla siebie, by pokazać innym, że nie na darmo nosi koszulkę Mistrzyni Polski na szosie. O udanym występie w Londynie, kibicowaniu Mai Włoszczowskiej oraz planach na najbliższe miesiące rozmawiamy z Katarzyną Pawłowską – kolarką torową i szosową z Przygodzic. 






PrzygodziceBlogspot: Chcieliśmy Cię Kasiu na początku naszej rozmowy zapytać jak zakwalifikowałaś się na Igrzyska Olimpijskie w Londynie? 

Katarzyna Pawłowska: Moją przepustką na Igrzyska Olimpijskie było zwycięstwo w Mistrzostwach Polski Elity ze startu wspólnego w Sędziszowie. 


P.B.: Jakie to uczucie uczestniczyć w Igrzyskach Olimpijskich - jak podobał Ci się Londyn oraz wioska olimpijska?  

 K.P.: Bardzo przyjemne uczucie towarzyszyło mi podczas pobytu w Londynie. W wiosce olimpijskiej panowała specyficzna atmosfera. Choć Igrzyska są najważniejszymi zawodami dla sportowca, to w wiosce nie dało się tego tak bardzo odczuć. W Londynie byłam już wcześniej. Miasto bardzo mi się podoba, ale nie chciałabym tam mieszkać ze względu na mocno zakorkowane ulice. 



P.B.: W wiosce olimpijskiej mieszkałaś z bokserką? 

K.P.: Tak, między innymi. Było to wspólne mieszkanie – cztery pokoje i salon. Oprócz bokserki mieszkała tam razem ze mną moja koleżanka z kolarstwa Gosia Wojtyra, dziewczyna z jeździectwa konnego, łuczniczka i kajakarka. 


P.B.: Przejdźmy już do samego występu. Pogoda podczas wyścigu ze startu wspólnego nie rozpieszczała startujące w nim kolarki. Jak Ty zniosłaś trudne warunki panujące podczas wyścigu?  

K.P.: Powiem szczerze, że pogoda nie należała do moich ulubionych. Deszcz sam w sobie nie przeszkadzał mi aż tak bardzo, ale niezbyt dobrze mi się jeździ przy niskich temperaturach. Nie poddałam się jednak i walczyłam do samego końca.

P.B.: Jaką taktykę założyłaś sobie przed startem? 

K.P.: Ze względu na to, że byłam sama miałam jechać czujnie w peletonie i nie wdawać się w tzw. „drobne akcje”. W przypadku, gdyby zaatakowała większa liczba zawodniczek miałam zamiar zabrać się z tą grupą. Ucieczka, która zakończyła się powodzeniem była bardzo nietypowa. Nie dosyć, że nastąpiła na zjeździe to na dodatek jeszcze po drobnej kraksie. Na chwilę w niej utkwiłam i nie udało mi się już dołączyć do uciekających kolarek. 


P.B.: W przedolimpijskich wywiadach podkreślałaś, że jeśli ataki na pagórkowatych podjazdach się nie powiodą jest duża szansa na to, że na finiszu o medale walczyć będzie można z peletonu. Tak się jednak nie stało. Spodziewałaś się, że atak na zjeździe późniejszych medalistek może się powieść? Czy uważasz może, że raczej peleton zlekceważył tą ucieczkę licząc na szybką jej likwidacje w końcówce wyścigu, kiedy siła peletonu jest największa? 

K.P.: Uważam, że większość dziewczyn z peletonu, włącznie ze mną, spodziewała się finiszu peletonu. Każdy spodziewał się też ataku Holenderki Vos, bo dominowała ona w tym sezonie i wygrywała wszystkie najważniejsze wyścigi. Poza tym na pewno czuła przed Olimpiadą pewien niedosyt, bo w latach ubiegłych w najważniejszych imprezach, w tym Mistrzostwach Świata, była druga. Pewnie nie do końca byłaby zadowolona z drugiego czy trzeciego miejsca i chciała w końcu zwyciężyć. Myślę, że każdy pilnował jej na podjeździe. Tymczasem okazało się, że atak z jej strony nastąpił na zjeździe. Dołączyła do niej Zabelinskaya z Rosji oraz zawodniczka gospodarzy - Brytyjka Armistead. Przyznam się, że peleton bardzo mocno pracował, aby zlikwidować tą ucieczkę. Jednak dziewczyny były bardzo silne, nie pozwoliły się dogonić i dojechały razem do mety. 


P.B.: Trudno się ściga będąc jedynym reprezentantem Polski? Jakby nie patrzeć zwyciężczyni Holenderka Vos miała trzy koleżanki „do pomocy”. 

K.P.: Nie tylko ona. Najliczniejsze reprezentacje – Holandia, Wielka Brytania i Włochy - miały cztery zawodniczki. Oczywiście, że łatwo nie jest i łatwiej by się ścigało w peletonie, gdyby był ktoś jeszcze z Polski. Jestem jednak do tego przyzwyczajona. Często się bowiem zdarzało, nawet w Polsce, że jeździłam sama.


P.B.: Jesteś Mistrzynią Świata (w kolarstwie torowym w konkurencji scratch – przyp. autora), Mistrzynią Polski, które dało Ci przepustkę na Igrzyska Olimpijskie. Ponadto przed wyjazdem do Londynu udzielałaś liczne wywiady czy to dla portali internetowych czy telewizji. Czy w związku z tym wszystkim odczuwałaś presję przed tym startem? Myślałaś, że musisz zając dobrą lokatę, dobrze się pokazać? 

K.P.: Nie czułam presji ze strony mediów, bardziej chciałam sama dla siebie wypaść dobrze. Wiem, że gdybym pojechała gorzej i zajęła odległe miejsce bądź też nie ukończyła wyścigu spodobałoby się to niektórym osobom, które nie życzyły mi tego startu na Olimpiadzie. Powiem też szczerze, że nie do końca jestem zadowolona ze swojego finiszu. Wiem, że 11. miejsce jest dobre, ale realne było miejsce w ósemce. 


P.B.: Po dobrym występie na Olimpiadzie w wyścigu szosowym jesteś teraz może „rozdwojona”,? W końcu jesteś złotą medalistką Mistrzostw Świata w kolarstwie torowym. 

K.P.: Nie. Na chwilę obecną jestem zawodniczką średniego dystansu na torze. Starty i treningi na szosie są mi niezbędne do należytego przygotowania się do zmagań na torze. Wyścigi szosowe i na torze można zatem dobrze pogodzić. Jak będzie w przyszłości - czas pokaże. Na razie nie planuję żadnych zmian.


P.B.: Co teraz – jakiś dłuższy odpoczynek, wakacyjny wyjazd? 

K.P.: Czeka mnie teraz chwila odpoczynku – kilka dni wolnych od roweru. Następnie wznawiam trening, a następnie krótkie wakacje. 


P.B.: A następnie kolejne duże imprezy i… medale? 

K.P.: To, czy medale, to się okaże. Od września zaczynam przygotowania do Mistrzostw Europy Elity na torze, które odbędą się na nowym torze na Litwie. Następnie Mistrzostwa Polski torowe, a potem występy na Pucharze Świata. 


P.B.: Chyba nic nie wskazuje na to, że scratch będzie konkurencją olimpijską w kolejnych Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro? 

K.P.: Nie wiem. Ciężko w tym momencie o tym wyrokować. Jeśli scratch nie będzie konkurencją olimpijską to dla mnie dobrym rozwiązaniem byłoby, gdyby na kolejnych Igrzyskach rywalizowano w wyścigu punktowym, w którym także osiągam dobre wyniki. A jakie konkurencje faktycznie będą na Olimpiadzie okaże się za cztery lata. 


P.B.: Maja Włoszczowska, ze względu na odniesioną kontuzje, nie wystąpiła na Igrzyskach Olimpijskich. Zapewne kibicowałabyś tej zawodniczce kolarstwa górskiego? 

K.P.: Oczywiście. Jest to jedna z najlepszych zawodniczek na świecie i zapewne miała aspiracje na złoty medal. Kontuzja, jaka jej się przydarzyła, to niestety wypadek losowy. Nie była to czyjakolwiek wina, a Maja nie zrobiła tego specjalnie. Będąc zawodniczką na jej poziomie należy poprawiać nawet najdrobniejsze błędy i dawać z siebie wszystko. Niestety przytrafiła jej się kontuzja… 



P.B.: Rodzina, mieszkańcy Przygodzic oraz okolicznych miejscowości bardzo Tobie kibicowali. Dochodziły do Ciebie takie sygnały? 

K.P.: Tak! Widziałam na zdjęciu baner, który został zawieszony na Orliku informujący o tym, że wszyscy w Przygodzicach mi kibicują. 


P.B.: To chyba miłe? 

K.P.: Oczywiście, że miłe. 


P.B.: Gratulujemy serdecznie. Był to bardzo dobry występ na Igrzyskach Olimpijskich! K.P.: Dziękuje bardzo. 

Rozmawiali Grzegorz Kowalski & Tomasz Wojciechowski

Komentarze

  1. Błagam!!! Dodajcie coś o pobycie Francuzów. :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz


Zanim coś skomentujesz przeczytaj uważnie, co mamy Ci do powiedzenia:

1) Komentarze naszych czytelników są ich własną opinią, za którą administratorzy jak i moderatorzy serwisu
www.gminaprzygodzice.info
(www.gminaprzygodzice.blogspot.com) NIE ODPOWIADAJĄ!

2) Wpisując komentarz musisz mieć świadomość, że za niego odpowiadasz!

3) Wszelkie groźby słowne oraz nadużycia będą egzekwowane prawnie!

4) Używanie wulgaryzmów zabronione!

5. Jeśli zamieścisz komentarz akceptujesz regulamin komentowania, zamieszczony powyżej.