„Ryba do syta” w Lido z regionalnymi akcentami

Uwielbiam pisać relacje z kolacji „Ryba do syta”. Nie dlatego, że piszę tylko o tych eventach, na których sam byłem, ale za każdym razem mam wrażenie, że uwieczniam fragment historii, która być może za lat kilkaset trafi do annałów. Mam przynajmniej taką nadzieję, no bo czym innym jak wyjątkiem na skalę Polski są kolacje rybne właśnie? Próba odpowiedzi na to pytanie w relacji z kolacji rybnej w Restauracji "Lido" w Antoninie. Obiekt prowadzą Danuta i Adam Kowalscy. 


Restauratorzy powtarzają, że na „Rybie do syta” trudno zarobić, ale czy jest lepsza okazja do poznania opinii Gości na temat serwowanych przez kucharzy dań? I to od razu? Z pominięciem Google, Facebooka, TripAdvisora? Bez dąsów, „jedynek” i litanii? Po to między innymi kolacje rybne wymyślono. Restauratorzy postanowili wziąć ten cykl na warsztat i wycisnąć z nich (jak z cytryny sok) największe bogactwo. Restauracja i Pensjonat „Lido” w Antoninie wycisnęła, ale co z tego wyszło? 




Smalec oraz ogórki z Gospodarstwa Sznajderów w Karnic

Chleb "Baryczok" z Certfikatem Dolina Baryczy Poleca był jednym z produktów regionalnych podanych Gościom kolacji. 


„Lido” odrobiło zadanie domowe z lektury pod nazwą „Dolina Baryczy Poleca”. Podczas gdy inni restauratorzy z Doliny Baryczy silili się na stosowanie kulinarnych nowinek podczas konkursów kulinarnych, właścicielka pensjonatu i restauracji Danuta Kowalska szła swoim torem - torem tradycji. Dwukrotna nagroda publiczności na konkursie Mistrz Karpia to nie był przypadek. Zgodnie z zasadą, że najlepiej oceniamy te dania, które najlepiej znamy kuchnia „Lido” prezentując Gościom 3 dania konkursowe postawiła na kulinarną spuściznę regionu. Bo jak inaczej określić można pierwsze danie - czyli kapuśniak rybny? Zupa ugotowana była na przesmażonej wcześniej kapuście kiszonej dostarczonej przez Gospodarstwo Sznajderów z Karnic pod Żmigrodem. Zupa była pikantna i bardzo smaczna, a połączenie kiszonki z rybą - niesamowite i powiedzmy sobie szczerze - dość rzadko spotykane. Zapamiętajcie sobie tę potrawę, bo o niej jeszcze napiszę słów kilka. 








Drugie danie konkursowe najmniej mnie zaskoczyło, być może dlatego że pracuję w branży gastronomicznej, ale przede wszystkim dobrze znam kuchnię „Lido”. Karp dostarczony przez Gospodarstwo Rybackie w Przygodzicach jesienią smakuje najlepiej w towarzystwie sosu grzybowego. Na talerzu znalazły się też dodatki przygotowane z produktów lokalnych: surówka z kiszonej kapusty od Sznajderów oraz pyszne placuszki dyniowe. Te ostatnie skradły moje serce i były zdecydowanie najlepszym elementem tego dania, najbardziej wyrazistym jak dla mnie. 



O trzecim daniu mówimy w branży: danie konkursowe. Roladki z karpia kuchnia „Lido” nadziała szpinakiem, a wszystko obsługa polała delikatnym, nieco potrawkowym, sosem cytrynowo-maślanym. Na talerzu znalazłem jeszcze carpaccio z buraka. Całość była naprawdę smaczna i muszę przyznać, że od razu zaznaczyłem na zrywce biletu od biletu numer 3. 



Zdziwicie się. Ja się zdziwiłem, właściciele restauracji też. Wygrał kapuśniak. „Vox populi, vox dei” - napisał na facebooku Adam Kowalski i z decyzją ludu nie ma co dyskutować. Kowalscy jadą na tegoroczny konkurs „Mistrz Karpia 2019” z kapuśniakiem. To będzie ciekawa konfrontacja z innymi daniami z kolacji rybnych i wcale "Lido" nie jest na straconej pozycji. 







Popatrzcie ile produktów lokalnych użyto do stworzenia menu konkursowego podczas tej kolacji? Zwracał na to uwagę wielokrotnie Adam Kowalski, syn Danuty Kowalskiej, sukcesor rodzinnego interesu. Wielu specjalistów z branży gastronomicznej podkreśla, że znalezienie własnej tożsamości kulinarnej i nawiązanie do tradycji kulinarnej regionu są kluczem do sukcesu. No i konsekwencja oczywiście. Moda przemija, tradycja potrzebuje zdecydowanie więcej czasu, aby zaniknąć. 





Odpowiadając na pytanie zadane w pierwszej części tekstu: wyszła „Lido” doskonała impreza. Jak zawsze rodzinna i choć oczywiście trudno podczas tego typu imprez odkryć kulinarną Amerykę, to może i lepiej dla tego przedsięwzięcia. Nowe rzeczy muszą się przegryźć. Najbardziej lubimy te potrawy, które.....znacie już to powiedzenie. 

Jeśli chodzi o około kulinarne atrakcje, to w tym roku "Lido" postawiło na iluzję. Występ wieczoru to pokaz magicznych sztuczek iluzjonisty Carlosa. Karol Walerowicz to znana na ostrowskim rynku postać. Potrafi zabawić, ale także wprawić publiczność w osłupienie. Jego zwinne rączki potrafią zaskoczyć nawet najmniej przekonanych. Muzycznie imprezę prowadził Leszek Łuczak z Kapeli Boćki.










Fotorelacja z imprezy:

https://photos.app.goo.gl/TZ1wxCvtWD2Liqc98

Tomasz Wojciechowski

Komentarze