Paweł Dolata ratuje bociany w gnieździe! [WIDEO]

Oto opis akcji Pawła T. Dolaty, który wraz z ostrowską Państwową Strażą Pożarną ratował małe bocianki z przygodzickiego gniazda:


Zimna pogoda trwała, a przy nasileniu ulewnych deszczy 17 maja zauważono, że pod siedzącą nieprzerwanie od 8:25 do popołudnia samicą (oznakowany obrączką samiec nie wracał do gniazda, prawdopodobnie miał problem ze zdobyciem pokarmu przy takiej pogodzie, gdy wszystkie zwierzęta się kryją przed ulewą) utworzyła się kałuża wody, a gdy samica wstała wyglądało, że jedno pisklę nie daje oznak życia.

W tej sytuacji podjąłem decyzję o akcji ratunkowej, polegającej na usunięciu martwego pisklęcia i wody z dołka gniazda, a następnie wypełnieniu gniazda nową, suchą wyściółką (sianem) i umieszczeniu w niej osuszonych w międzyczasie piskląt. Tego typu akcje już prowadziliśmy z sukcesem. Przypomnę, że ptaki nie mają węchu i nie reagują tak negatywnie jak ssaki na dotykanie ich młodych, dzięki temu możliwe jest aprobowane przez naukę i organa ochrony przyrody obrączkowanie piskląt ptasich w gniazdach.

Akcja ratunkowa miała dwa podejścia. Przede wszystkim wykluczony był normalny dojazd podnośnikiem koszowym pod gniazdo, gdyż nie pozwalała na to zupełnie rozmoknięta łąka. Próba wejścia po mokrym dachu też się mi nie udała. W tej sytuacji pomocy udzieliła Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Ostrowie Wielkopolskim, wysyłając wyposażony z dłuższy wysięgnik podnośnik koszowy z obsługą: dowódca kpt. Sławomir Hadryan i kierowca-operator podnośnika starszy ogniomistrz Waldemar Urbaniak. W ustawieniu podnośnika pomagał też Krzysztof Paprocki, szef Ochotniczej Straży Pożarnej w gminie Przygodzice, mający doświadczenie z pracą podnośnikiem przy tym gnieździe. Udało się podjechać od strony podwórza Urzędu Gminy i sięgnąć wysięgnikiem do gniazda. Samica była tak przemoczona, że z trudem odleciała z gniazda.

Warunki w dołku gniazdowym były fatalne: woda, a raczej breja, miała kilka stopni (na dworze było ok. 8 stopni), podczas gdy małe pisklęta normalnie grzeje rodzic, którego temp. ciała to prawie 40 stopni. Stąd śmierć najmniejszego z trójki i zagrożenie dla pozostałych dwóch i moja decyzja akcji ratunkowej.


Komentarze

Archiwum BLOGA

Pokaż więcej

Jesteśmy też na Instagramie