Ostatnie pożegnanie druha Krzysztofa Paprockiego

Rodzina, przyjaciele, współpracownicy oraz brać strażacka towarzyszyli dziś w ostatniej drodze druhowi Krzysztofowi Paprockiemu, który zmarł 3 marca po długiej i ciężkiej chorobie. Kondukt żałobny z trumną przemaszerował z kościoła w Przygodzicach do pobliskiego cmentarza, gdzie spoczął wieloletni prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Przygodzicach. 



Tym razem będzie bardzo osobiście. Kiedy Go poznałem? Nie pamiętam. To brat mojego kolegi z podstawówki i gimnazjum, więc pewnie bardzo dawno temu. Pamiętam do dziś, jak razem jechaliśmy do Gołuchowa na obóz strażacki, w którym razem z kolegami uczestniczyłem. On to wszystko zorganizował. Wiózł nas wtedy strażackim Żukiem. Obóz okazał się fantastyczną szkołą życia. Wtedy powiedział mi, że mam już nie mówić do niego „Pan”. „Krzychu jestem”.



Pamiętam jego zaangażowanie gdy w 1997 roku przez osiedle Biniewskie przeszła fala popowodziowa. Mam ogromny dług wdzięczności wobec tego człowieka. Jako dziennikarz uzależniony byłem od informacji z pierwszej ręki, Krzysiek zawsze tymi informacjami się chętnie dzielił. Pamiętam jak zadzwonił kiedyś o 4 rano. - Mamy śmiertelny w Antoninie, przyjedź - powiedział w słuchawce. Oczywiście pojechałem. Mówił tak wiele razy. Dzwonił tylko, gdy działo się coś naprawdę poważnego. Zawsze o mnie pamiętał.



Kiedy zbliżał się jubileusz 110-lecia OSP w Przygodzicach zadzwonił i powiedział, że chciałby mieć film z uroczystości. Cieszył się tym całym wydarzeniem. Żył tym. Żył jednostką, która wyróżniała się spośród innych w regionie. Wiele okolicznych OSP „równało” do OSP Przygodzice. Dotacje na sprzęt, szkolenia, liczne wyjazdy. Jednostka żyła i nadal żyje. Krzysiek o to wszystko dbał. Oczywiście nie sam, ale wiele rzeczy działo się z jego inicjatywy. Pamiętam, że po zakończeniu uroczystości jubileuszowej odetchnął z ulgą. O jego chorobie usłyszałem stosunkowo niedawno. Gdy dowiedziałem się, że raczysko zaatakowało trzustkę nie miałem złudzeń, ale wciąż wierzyłem w pozytywny koniec.



Ostatnią rozmowę z Nim odbyłem jeszcze w starym roku. Zadzwoniłem z prośbą. On głosem wykończonego człowieka odpowiedział, że nie pomoże. Nie dlatego, że nie chciał. Nie dlatego, że był w szpitalu, ale dlatego, że sprawa była dość skomplikowana. - Trzymaj się Krzysiek - powiedziałem wtedy. 9 marca przygodzicki klub krwiodawców organizował dla niego akcję. 3 marca usłyszałem, że zmarł. Odszedł w swoim domu.





Wczoraj, tj. 7 marca w Przygodzicach pożegnaliśmy Krzyśka. To był bardzo religijny człowiek, właściwie oddany wierze, dlatego Jego pogrzeb miał bardzo uroczystą oprawę. Do przygodzickiego kościoła zjechali się bodaj wszyscy strażacy z okolicznych jednostek OSP oraz ostrowska PSP. Do tego rodzina, przyjaciele, znajomi z pracy oraz społeczność Przygodzic. Ten tłum, który dosłownie „wylewał” się poza wnętrze kościoła pokazał jak bardzo lubiany i szanowany Krzysztof był. Mszę poprowadził biskup pomocniczy diecezji kaliskiej Łukasz Buzun. Trumna stanęła pośrodku kościoła, pilnowali jej na zmianę strażacy, a cała uroczystość w kościele miała podniosły charakter.




Życiorys Krzysztofa przedstawił ks. Marcin Załężny, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Kaliszu. Wieloletni prezes OSP w Przygodzicach to człowiek gór. Tam się urodził. Jego rodzice przeprowadzili się do Wielkopolski i osiedli w Przygodzicach. Tutaj pewnie od swojego ojca Krzysiek zaraził się bakcylem strażackim. Jego bracia też są strażakami. Krzysztof stworzył w Przygodzicach jednostkę OSP z prawdziwego zdarzenia. Rozwijał ją, pielęgnował. Najważniejsze, że dał szansę na rozwój młodemu pokoleniu. Jego synowie także są czynnymi druhami. Jeden z nich kształci się w zawodzie ratownika medycznego. Drugi wkrótce zostanie księdzem. Podczas pogrzebu wójt Krzysztof Rasiak stwierdził, że "to nie bierze się znikąd". W pełni ten pogląd podzielam.




W ostatniej drodze Krzysztofowi towarzyszyło kilkaset osób. Spoczął na cmentarzu w Przygodzicach, w swoich ukochanych Przygodzicach. Gdy trumna była opuszczana do grobu rozległ się głos syren. W tej całej tragicznej chwili był to wyjątkowo piękny moment. Dlaczego piszę o tym wszystkim tak emocjonalnie? Bo wiem, że jestem mu coś winny. Spoczywaj w pokoju Krzysiek! Będzie nam Ciebie brakowało.












PEŁNA FOTORELACJA POD LINKIEM:

https://photos.app.goo.gl/E6cpe64vc8xUYvXy7


Tomasz Wojciechowski


Komentarze