"Nie wstydźmy się być EKO" - rozmowa z Andrzejem Pichetem

- Podwyżki cen za śmieci są nieuniknione - mówi Andrzej Pichet, radny sejmiku województwa wielkopolskiego kadencji 2018-2023 oraz urzędnik odpowiedzialny w gminie Przygodzice za gospodarkę odpadami. Dzięki przejrzystemu portalowi internetowemu uruchomionemu niedawno wiemy, ile miesięcznie samorząd dopłaca do odbierania i zagospodarowania nieczystości od mieszkańców. Przyczyny stale rosnących cen są zarówno po stronie prawa, ale także po stronie naszych przyzwyczajeń i zachowań. Czy widzieliście jak znacząca jest różnica gdy wrzucimy butelkę plastikową do żółtego kosza, a gdy wrzucimy ją do kosza ogólnego? Zapraszamy do lektury wywiadu, który kompleksowo odpowiada na liczne pytania dotyczące naszych śmieci. 









Tomasz Wojciechowski: Jest aż tak źle?

Andrzej Pichet: To kwestia subiektywnej oceny. Moim zdaniem nie. Te gminy, które od początku wprowadziły do systemu gospodarowania odpadami nieruchomości niezamieszkałe, czyli firmy, zakłady pracy itp., a także zdecydowały się pobierać opłatę „od mieszkańca” mają tych problemów mniej. Nas „odpadowców” (ludzi zajmujących się gospodarką śmieciami – przyp. TW) najbardziej irytują ciągle zmiany w prawie bez konsultacji z fachowcami. Niestety tzw. szybka ścieżka poselska uchwalania prawa generuje mnóstwo błędów. Niestety to jest domeną obecnego parlamentu. Przykładowo: samo dołożenie osobnej segregacji kolejnej frakcji odpadów bez zabezpieczenia jej przetworzenia rodzi komplikacje w postaci magazynowania odpadów. Jednak to my, samorządowcy różnych szczebli, jesteśmy od tego, aby te przepisy wdrożyć nie powodując zamieszania u naszych mieszkańców.

TW: Analizując wzrost gospodarczy i dobrobyt przeciętnego mieszkańca gminy można dojść do wniosku, że im lepiej mu się powodzi, tym więcej śmieci produkuje.

AP: Dokładnie. Wzrost konsumpcji jest zauważalny w wielu badaniach statystycznych.

TW: Im więcej śmieci produkuje, tym sytuacja z ich zagospodarowaniem się pogarsza?

AP: Jest to dosyć proste przełożenie. Instalacje (zakłady zagospodarowania odpadów tj. RIPOK i MBP – przyp. TW) mają swoje określone parametry, często ograniczone moce przerobowe w pozwoleniach zintegrowanych, w których określa się zasady działania instalacji, zakres jej pracy, limity odbioru poszczególnych frakcji. Poza tym dramatyczny przyrost odpadów zmieszanych powoduje, że wydłuża się czas pracy na instalacjach, gdyż trzeba przerobić większy strumień, czyli ilość odpadów, często w tej samej jednostce czasu. Pracuje się również na 3 zmiany.

TW: Nastała wiosna i od razu widać przyrost odpadów BIO w naszych koszach.

AP: Ministerstwo Środowiska wprowadzając w rozporządzeniu obowiązek oddzielnego zbierania i odbierania frakcji BIO zapewniało, że zmniejszy to ilość odpadów zmieszanych. Sygnalizowaliśmy już wcześniej, że tak się nie stanie. Zazwyczaj te odpady dało się zagospodarować, ale niestety jest inaczej.

TW: Kiedyś każdy z nas miał przydomowy kompostownik. Dziś większość wrzuca odpady po pieleniu czy innych pracach w ogrodzie do kosza. Czy to czas, by powrócić do starych przyzwyczajeń?

AP: W obecnym projekcie zmian w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, który miał w ubiegły piątek pierwsze czytanie w sejmie, znajduje się zapis o możliwości zwolnienia z części opłaty w przypadku kompostowania odpadów BIO. To dobry ruch, lecz to gmina będzie musiała to zorganizować i przeliczyć od nowa. Po za tym są pomysły wprowadzenia jeszcze dodatkowego pojemnika na popiół, aby jeszcze bardziej ograniczyć ilość odpadów zmieszanych. Pracujemy nad tym.

TW: Tyle, że śmieciarka podjeżdża pod dom i często nasze kosze z różnymi frakcjami śmieci są wrzucane do jednego "wora", czyli do zbiornika głównego śmieciarki. Ja tutaj sensu nie widzę...

AP: Są to przypadki jednostkowe. W systemie segregacji workowej i z koszy każda frakcja powinna być zbierana osobno. W naszej gminie np. odpad BIO zbierany jest i w workach i w kubłach koloru brązowego. To może być zbierane razem, gdyż w procesie przerobu tych odpadów resztki worków są oddzielane.

TW: W nowym systemie możemy mieć dowolną liczbę koszy, a samorząd jest zobowiązany, żeby te śmieci odebrać. Czy nie warto jest się zastanowić nad jakimiś limitami liczby pojemników?

AP: Nie do końca tak jest. Można oczywiście w sposób zgodny z przepisami regulować pewne limity tj. częstotliwość odbioru poszczególnych frakcji, ale moim zdaniem to nie zmniejszy ilości śmieci, a skieruje go w miejsca odosobnione, czyli np. do lasu. Chyba nie o to nam chodzi.

TW: Z drugiej strony - obywatel zajeżdża na PSZOK z odpadami, a tam pani grzecznie mówi, że nie może przyjąć np. skoszonej trawy, bo skończyły się limity. Limity na trawę? Nie jesteśmy przecież Holandią..

AP: Tutaj troszkę musze się pochwalić;) Mocno pracuję nad zmianami w prawie na poziomie Sejmiku Województwa Wielkopolskiego, aby te limity zwiększać, a docelowo znieść. W lipcu mamy przyjąć nowy Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami. Limity są po to, aby regulować rynek i mieć pełną wiedzę na temat strumienia odpadów. Natomiast są prowadzone prace mające na celu stworzenie prawnych możliwości zagospodarowania odpadów BIO na potrzeby biogazowni. To przyszłościowy kierunek, szczególnie u nas w Wielkopolsce, gdzie wysoka produkcja np. trzody chlewnej może wpłynąć na produkcję gazu w biogazowniach. Na poziomie Sejmiku rozmawiamy o tym.

TW: Co poszło nie tak w ostatnich latach? Skąd takie duże różnice w stawkach? Skąd podwyżki?

AP: Jest wiele elementów składowych, takich jak wzrost kosztów pracy, opłaty marszałkowskie, czyli takie za korzystanie ze środowiska, ubezpieczenie składowisk, wprowadzenie systemów monitorujących na samochodach do przewozu odpadów, monitoring wizyjny i najważniejsze: przyrost strumienia odpadów. Poza tym kiedyś cementownie płaciły za to, aby im dostarczać do pieca, jako wsad odpady, których nie da się zagospodarować, a teraz to instalacja musi im płacić za to, żeby to odebrały.

TW: Analiza finansowa, którą przedstawiono na przejrzystej stronie internetowej https://przygodzicesmieci.budzetyjst.pl wskazuje, że gmina dołożyła w ostatnim miesiącu do śmieci aż 32 tysiące złotych. To jest potężna kwota.

AP: Jedno słowo o tych miesięcznych rozliczeniach. Myślę, że to normalne, iż informuję na co idą nasze wspólne środki. Otrzymuję mnóstwo sygnałów poparcia od samorządowców z całej Polski i mieszkańców gminy. Będziemy pracowali nad udoskonaleniem przekazu, aby był maksymalnie transparentny. Według mnie to powinno być normą, a nie fanaberią. A wracając do wydatków i dopłat, to ich będzie więcej. Rynek odpadowy jest tak dynamiczny, iż zmiany i koszty następują dzień po dniu. Założono przyrost rok do roku strumienia około 8-10% przy cenie 346 netto, a niestety przyrost jest zdecydowanie większy i to przy kwocie 416 netto za tonę. Wzrost opłaty na instalacji nastąpił już po przyjęciu przez Radę Gminy podwyżki, więc nie było to skorelowane w kwocie 15 złotych. Po pierwszym półroczu przedstawię dokładną analizę finansową i wtedy to Rada Gminy podejmie decyzję, co do dalszych kroków.

TW: Czy można tak w nieskończoność dokładać? Gdzie jest ta granica? Jak długo będziemy naciągać tę linę?

AP: Nie można dokładać w sposób ciągły. Przepisy mówią wprost, o tym, że system musi się bilansować. Nie ma wyjścia. Jeśli brakuje, to podwyższamy opłatę, bo dokładać z innych pieniędzy nie wolno.

TW: Czy czekają nas kolejne podwyżki? Jak bolesne będą?

AP: Moim zdaniem są nieuniknione. Kwestia skali i zmieniającego się otoczenia prawnego, lecz na dzisiaj bez dokładnych danych trudno to prognozować. Według mnie 20 złotych miesięcznie będzie opłatą, która nam grozi, jeśli nie zmienimy sposobu życia i postępowania z odpadami.

TW: Do worka i do lasu. Do pieca i z dymem.....

AP: Wyrzucanie odpadów przez osoby fizyczne do lasu to jakaś dla mnie niezrozumiała sytuacja. Jak wcześniej wspomnieliśmy nie reglamentujemy ilości koszy, opłatę powinien wnosić każdy, więc dodatkowo do lasu? To ewidentnie stare nawyki, tylko, jeśli się taką osobę namierzy, to kary są bolesne. Poza tym niszczymy otaczające nas środowisko naturalne. Natomiast dla tych palących odpadami, niech pomyślą, że trują przede wszystkim siebie, najbliższych, swoje dzieci, wnuki i sąsiadów. Jeśli ktoś mi mówi, że go nie stać na opał, tzn., ze go stać na dobrego lekarza jak zachoruje na chorobę płuc? Wiem, że to nie popularne, co mówię, ale nie pozwólmy komuś z sąsiadów nas zabijać. Zwróćmy mu uwagę, a jeśli to nie pomaga to nie bójmy się to zgłosić na policję lub straż gminna, jeśli w danej gminie funkcjonuje. W końcu to nasze życie i zdrowie. Powtarzam NASZE zdrowie.

TW: Ja wiem, że to dzisiaj bardzo niepopularne pytanie, ale czy w tej patowej sytuacji jedynym i słusznym rozwiązaniem nie jest li tylko wzmożona edukacja ekologiczna? Wpajanie dzieciakom, że to im przyjdzie żyć w przyszłość na górze śmieci?

AP: Jedna z dróg, ale nie jedyna. Dzieci mają to coś, co nam mija z wiekiem. Tę dziecinną naiwność, że wszystko się da zmienić tak ad hoc. Jest jeszcze metoda kija i marchewki, czyli nagród i kar, ale to jest proces ciągły, natomiast na edukację ekologiczną nie powinniśmy żałować środków. To zaprocentuje w przyszłości.

TW: Pocieszające jest to, że zaczęliśmy segregować śmieci. To ma wpływ na tę trudną sytuację w tym sektorze?

AP: Absolutnie, lecz wraz z przyrostem odpadów segregowanych, gdzieś chwilowo „zatyka” się rynek recyklerów, czyli odbierających te odpady z instalacji. Podaż jest większa niż popyt. Musimy zmienić styl życia na bardzie EKO, segregować jeszcze dokładniej. Pamiętajmy: za przykładową butelkę plastikową wrzuconą do worka, w właściwie za jej "przerobieni"e zapłacimy 35 zł netto za tonę, a jak wrzucimy ją do kubła na odpady zmieszane to zapłacimy 416 netto za tonę. Jest różnica??? Podobnie z papierem, metalem czy innymi odpadami segregowanymi. Kompostujmy BIO, a jego oddawanie zminimalizujmy do maksimum. Oszczędzajmy wodę, róbmy racjonalne i przemyślane zakupy. Np. wodę mineralną w większych 5-10 litrowych butelkach zamiast małych, lub używajmy np. kranówki w butelkach z filtrem węglowym. Ja tak uczę swojego synka. Wykorzystujmy torby zakupowe wielokrotnego użytku zamiast foliówek. W UG wydajemy takie torby dla naszych mieszkańców. Małe kroki i działania dla nas, ale wielkie dla naszego środowiska.

TW: Jakie wnioski nasuwają się po pożarze PSZOK-u przy Staroprzygodzkiej w Ostrowie. Ogień zgasł, ale problemy się chyba dopiero zaczęły.

AP: Ostatnie pożary składowisk są z różnych przyczyn, każdy trzeba rozpatrywać osobno. Na składowisku w Ostrowie spaleniu uległy odpady wielogabarytowe, gdzie akurat w ten weekend ich przybyło zdecydowanie więcej niż normalnie. W tym okresie są zbiórki na poszczególnych wioskach i ich ilość dramatycznie wzrosła, a pamiętajmy, że pierwszy „recykling” takich odpadów, to ich ręczne rozbieranie na poszczególne elementy. Czyli załóżmy, że w normalnym trybie przerabia się 50 ton, a nagle mamy do przerobienia np. 150 ton. Przez tyle samo ludzi? To musi potrwać. Albo zatrudnimy dodatkowych ludzi, ale za to trzeba zapłacić, a przecież MY nie chcemy więcej płacić za śmieci. Prawda? Jak widać problem odpadów to złożone kwestie, ale wiele zależy od nas, czyli od naszego sposobu życia i postępowania z odpadami i środowiskiem naturalnym, a przede wszystkim zdrowego rozsądku. Wiem, że to, co mówię nie jest nie raz miłe dla ucha, ale ja nie należę do ludzi, którzy postępują populistycznie. Jeśli coś jest nie tak, to nie należy chować głowy w piasek, lecz problem rozwiązać. Czasem trwa to nieco dłużej i za to mogę przeprosić, lecz postarajmy się wszyscy i nie wstydźmy się być EKO, a przyroda nam się odpłaci.



Andrzej Pichet - inspektor ds. gospodarki odpadami w Urzędzie Gminy Przygodzice; radny sejmiku województwa wielkopolskiego kadencji 2018-2023; magister inżynier ochrony środowiska (Uniwersytet Ekonomiczny Wrocław); trener szkoleniowiec dla gmin w zakresie gospodarki komunalnej. 

Komentarze